„Cena Przysięgi” - Francuski Batalion Szturmowy SS Berlin 1945 | Die Freiwilligen

„Cena Przysięgi” - Francuski Batalion Szturmowy SS Berlin 1945

SRH „Die Freiwilligen” zorganizowało sesję fotograficzneą do powstającej właśnie książki jednego z naszych członków. Książka „Cena Przysięgi” autorstwa Tomasza Borowskiego opowiada o krwawych zmaganiach żołnierzy francuskiego batalionu szturmowego SS podczas walk w Berlinie na przełomie kwietnia i maja 1945 r.

Jest to pierwsza odsłona ilustracji do książki. Nad kolejną cały czas intensywnie pracujemy.
Tak więc zapraszamy do odwiedzenia galerii a przede wszystkim do lektury książki, która ukaże się na rynku tak krajowym jak i europejskim już niebawem, o czym będziemy Was na bieżąco informować.

Oczywiście cały ten czas ostrzał wciąż trwa. Udaje mi się porozmawiać z młodym cywilem Francuzem (jeszcze jeden!), który martwi się tym jak dostać się stąd do swego miejsca pracy, małej fabryki, która znajduje się niedaleko! To się nazywa solidność! Niewiarygodne lecz prawdziwe. Siedzimy z Labourdette'm w bramie jakiegoś budynku i czekamy aż nas wezwą do kontrataku. Pani, która ma mieszkanie na parterze budynku zaprasza nas do środka i częstuje ciepłą zupą. Świetnie mówi po francusku. Okazuje się że jest Francuzką, która wyszła za Niemca dwadzieścia lat temu. Na zmianę objadamy się zupą. W mieszkaniu wciąż działa radio. Puszczają kawałki ze "Zmierzchu Bogów": Podróż po Renie, Śmierć Zygfryda, Marsz żałobny – bardzo to wszystko pasuje do otoczenia. Muzyka przerywana jest czasem by nadać kilka słów zachęcających do walki do końca, przypominających nam o tym, że sam Führer jest z nami w Berlinie i że kieruje bitwą ze swego bunkra.
Robimy "naradę wojenną" we trzech z Labourdette’em i Robelin'em. Ustalamy, że Robelin pójdzie z grupką żołnierzy spróbować nawiązać kontakt z Fenet'em i powiadomić go o naszej pozycji. Oczywiście Robelin'a już więcej nie zobaczymy…

Mój pluton stopniał jak śnieg, zostało mi zaledwie czternastu Francuzów, do których przyłączyli się: jeden piechur z Wehrmachtu, jeden lotnik oraz jakiś cywil w płaszczu z opaską Volkssturmu na ramieniu, uzbrojony w karabin Mauser. Nie wiemy dlaczego ten Berlińczyk po prostu nie poszedł sobie do domu i wciąż za nami idzie. Wraz z Labourdette’em i mną, cała nasza grupa to dziewiętnastu ludzi. W tym jeden jedyny karabin MG "na chodzie" (drugi dostał kulkę w komorę oraz drugą w tłumik płomieni, co w rezultacie zablokowało lufę). Reszta ma Sturmgewehry, zdolne prowadzić celny ogień pojedynczy na odległość 400 m, oraz ogień ciągły na małe dystanse. To naprawdę świetna broń.

Podczas nocy bombardowanie trochę słabnie. Żołnierze są wyczerpani i ta chwila wytchnienia zostaje wykorzystana na sen. Ale jak spać praktycznie na ulicy, o czterdzieści metrów od nieprzyjaciela? Niektórzy drzemią po kątach w bramie, ale wciąż trzymamy wystawione na rogu i w zniszczonej aptece nieopodal. Labourdette zasnął na siedząco na schodach, wsparty na lufie swojego Sturmgewehra (…)


Tekst oparty na wspomnieniach weterana Jean-Marie Croissile opracował Tomasz Borowski
Zdjęcia autorstwa Łukasza Dyczkowskiego oraz Natalii Kin.

SRH Die Freiwilligen jest grupą apolityczną. Symbole znajdujące się na stronie nie odzwierciedlają poglądów członków Stowarzyszenia, ani nie mają służyć propagowaniu jakichkolwiek ideologii totalitarnych.

Wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością SRH Die Freiwilligen i nie mogą być wykorzystywane bez zgody Stowarzyszenia.

uwaga